Radość, która czyni Cię niezwyciężonym – „Nietykalni”

  1 grudnia, 2013

nietykalni

Być może jestem jedną z ostatnich osób, które obejrzały „Nietykalnych”. Mówi się trudno. Czekałam cierpliwie aż namówię domowników na wspólny seans. W końcu nadszedł ten pamiętny dzień, kiedy wsunęliśmy płytkę DVD do napędu i mogliśmy ujrzeć film, który w rankingu Filmwebu jest na trzecim miejscu! Skoro jest tak wysoko, to znaczy, że mamy do czynienia z arcydziełem! Filmem genialnym! Ciekawość podsycał również fakt, że produkcja należy do gatunku komedii. Nie dramat, nie obyczajowy, nie thriller znalazł się tak wysoko, a komedia! Czy jest to w ogóle możliwe? Nie trudno się więc domyślić, że oczekiwania wobec filmu miałam bardzo wysokie. Spodziewałam się, że „Nietykalni” wgniotą mnie w fotel, doprowadzą do nieoczekiwanych wybuchów śmiechu, a jednocześnie nie sprawią, że moje szare komórki całkowicie odłączą się od świata żywych. Film ideał? Film arcydzieło? Wszystko na to wskazuje…


9

Pomimo wielu przesłanek, które pozwoliłyby wysnuć takie przypuszczenie, seans w zaciszu domowym zweryfikował ten pogląd. Nie, film nie jest arcydziełem. Jest za to świetną komedią, opozycją w stosunku do amerykańskich tytułów, które co roku goszczą na ekranach kin. Nie jest to ani głupkowata komedia bazująca na kloacznych dowcipach, ani też komedia romantyczna dążąca znanymi ścieżkami do happy endu.

Przypadek rządzi naszym życiem
Gdy Driss przychodzi na rozmowę kwalifikacyjną, ma tylko jeden cel – zdobyć podpis dla Urzędu Pracy. Nie ma zamiaru szukać zatrudnienia, a już tym bardziej pracować jako opiekunka dla inwalidy. Pomimo wszystko Philippe, człowiek majętny, ale przykuty do wózka i uzależniony od innych osób, postanawia zatrudnić czarnoskórego, niedoświadczonego Drissa. Między Panami iskrzy niemal od początku filmu, dzięki czemu udaje im się nie tylko nawiązać nić porozumienia między pracodawcą a pracownikiem. Stają się również oddanymi przyjaciółmi, rozumiejącymi się i uzupełniającymi. Z pewnością nigdy nie przypuszczali, że los skrzyżuje ich drogi. Bo choć z pozoru dzieli ich wszystko, okazuje się, że potrzebują się wzajemnie. Philippe daje schronienie, pozwala odbić się młodemu chłopakowi od dna. Driss nie traktuje sparaliżowanego od szyi w dół bogacza, jako niepełnosprawnego, ale jako wartościowego człowieka, któremu należą się takie same przyjemności jak osobie zdrowej.

Natknęli się na siebie przypadkiem, co zresztą nie jest nowością zarówno na małym jak i dużym ekranie. Pomijając wszelkiego rodzaju komedie romantyczne, gdzie to właśnie przypadek łączy obcych sobie ludzi, po pierwszych scenach od razu nasunął mi się serial „Suits” („W garniturach”). Tam też w pierwszym odcinku poznajemy bogatego prawnika, który poszukuje niebanalnego pomocnika. Wszyscy kandydaci, którzy zgłosili się na rozmowę kwalifikacyjną okazywali się zbyt nudni, by mogli być w ogóle brani pod uwagę. A jednak udało się znaleźć odpowiednią osobą. Choć i tu dużą rolę odegrał przypadek, który połączył ze sobą dwa różne światy.

Wykluczony
Philippe jest sparaliżowany. Nie może sam wstać, napisać listu, napić się. Nie czuje ciała poniżej szyi. Zwykły człowiek, mijając taka osobę na ulicy, z pewnością odwróciłby wzrok lub spoglądał na niego z politowaniem. Zresztą bardzo podobnie postępują mężczyźni, którzy przychodzą na rozmowę kwalifikacyjną. Ich motywacje są różne, jednak żaden z nich nie widzi potrzeby traktowania niepełnosprawnego jako człowieka. Co z tego, że ma pewne ograniczenia? Nadal czuje, pragnie, poszukuje. Nie potrzebuje litości, a rozrywki. Nie potrzebuje rozczulania, a silnego mężczyzny, który nie będzie bał się śmiać w jego obecności. Twórcy filmu skupili się na samotności Philippe, który przykuty do wózka, mający wszystko czego zapragnie, nie ma jednego – prawdziwego przyjaciela, który pozwoli poczuć mu się wolnym. I to właśnie Driss, pochodzący ze slumsów, bezrobotny, były więzień okazuje się być właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Nie ma kompleksów, nie boi się żartować. Co jednak najważniejsze, pozwala Philippowi oddychał pełną piersią, nie użalając się nad nim. Nie współczuje mu, ale traktuje go jako równego. Nie ważne, że dzieli ich przepaść pod względem bogactwa, światów, w których się wychowali, wykształcenia czy gustu muzycznego. Driss nie ma skrupułów, by roześmiać się w operze z mężczyzny przebranego za drzewo. Nie boi się ustawić do pionu córkę Philippa. A przy tym Driss jest postacią pełną radości, optymizmu, z poczuciem humoru. Dzięki niemu Philippe wychodzi ze skorupy i otwiera się na kontakty z innymi kobietami. Znów może zapalić trawkę i przeżywać rozkosze seksualne (a jak, musicie sami zobaczyć 😉 Wykluczenie i samotność zamienia się powoli w radość życia i wiarę w drugiego człowieka.

I jazda na wózku może przynieść radość. Szczególnie, gdy wózek zostanie odpowiednio zmodyfikowany ;)
I jazda na wózku może przynieść radość. Szczególnie, gdy wózek zostanie odpowiednio zmodyfikowany 😉

Autentycznie
To, co nasuwa się od razu po obejrzeniu filmu, to autentyzm i naturalność. Wszystkie sceny i dialogi wydają się być niewymuszone i prawdziwe. Bez patosu, popadania w sentymentalizm i sztuczne wzruszenie. Podobnie aktorzy są dalecy od sztuczności. Zarówno Francois Cluzet (Philippe) jak i Omar Sy (Driss) przekonują nas do siebie. Ich gra, gesty są tak naturalne, że można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia się z prawdziwymi, ale i zwykłymi ludźmi, a nie kreacjami stworzonymi na potrzeby filmu. Szczególne wrażenie wywarł na mnie Omar Sy, który genialnie odegrał swoja rolę, a jego uśmiech i radość życia bijąca nie tylko z twarzy, ale i samej postawy ciała, na długo pozostają w pamięci.

Nie jest to film idealny. Być może powinny paść w nim ważniejsze pytania przemycone pod płaszczykiem lekkiej komedii. Być może pewne elementy powinny być mocniej zaakcentowane. Być może „Nietykalni” nie wnoszą nic nowego do kinematografii. A jednak są potrzebnym oddechem pomiędzy ciężkimi europejskimi tytułami, a zbyt infantylnymi amerykańskimi filmami.

Jeśli należycie do grona osób, które podobnie jak ja jeszcze kilka dni temu, nie widziały filmu, nadróbcie zaległości. Najlepiej w święta, kiedy zamiast włączać po raz kolejny Bożonarodzeniowy hit, zapoznacie się z równie optymistyczną i przede wszystkim mądrą produkcją.

Tytuł: Nietykalni
Rok premiery: 2011
Gatunek: komedia
Moja ocena: 9/10

[mc4wp_form id="3412"]