Gdy komedia komedią nie jest – „Niewierni”

  26 kwietnia, 2013

niewierni„Zdrada to nie sielanka” – to jedno ze zdań, które pada z ust głównego bohatera filmu „Niewierni”. I choć film kluczy wokół tematu zdrady, nie wydaje mi się, by w pełni spełniał założenia twórców. Miało być przewrotnie i dowcipnie. Zakończenie interesujące, lecz sama fabuła dość nudna i niewiele mająca wspólnego z komedią. „Niewierni” to film, który zaskakuje, ale przede wszystkim zupełną niezgodnością z oczekiwaniami widza.


2

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że sama oczekiwań miałam niewiele. Przed obejrzeniem filmu spojrzałam jedynie na klasyfikację tytułu w jednym z najpopularniejszych serwisów, a tam niemal jak wół stoi – komedia. Pobieżne spojrzenie na opis – najoryginalniejsza komedia od lat. Cóż, może zachwyty dystrybutorów nie robią na mnie wrażenia, ale spodziewałam się choć odrobiny śmiechu i przyjemnego spędzenia czasu. Jednak wszystkie te peany, plakaty, zwiastuny o filmie mówią niewiele a powiedziałabym, że mijają się nieco z prawdą.

Zacznijmy jednak od początku.

Film zapowiada się nieźle, choć dość wulgarnie. Pierwsze sceny uderzają nas od razu ostrzejszymi scenami seksu. Za chwilę zmiana – fabuła zwalnia, racząc nas rzewną historią zdesperowanego uczestnika konferencji rolniczej. Gdy przyzwyczajamy się do bohatera – buch, znów zmiana. Akacja nabiera rumieńców. Dynamika filmu to przeplatanka. Chwila refleksji miesza się z coraz bardziej radosnymi scenami seksu, uczuciami i namiętnościami, które pętają człowieka doprowadzając do szaleństwa. Wydawałoby się, że jest to zabieg ciekawy i wciągający widza w grę, którą zaplanowali twórcy. Początkowo dałam się nabrać, oczekując czegoś, co zaskoczy i wgniecie mnie w fotel. I nie mam nawet na myśli samego dowcipu, akcji czy oryginalnych scen. Oczekiwałam choć jednego błyskotliwego spostrzeżenia czy dialogu, który być może da mi do myślenia po seansie. Czekałam do końca filmu. Nie zdarzyło się nic szczególnego. Jedynie końcówka zaskoczyła, ale tylko częściowo.

Tematyka filmu kręci się wokół zdrady. Reżyserzy (było ich dokładnie ośmiu) postanowili nie tyle przedstawić nam jedną historię, co kilka alternatywnych. Widzimy więc na ekranie radosny zlepek scen, w których obserwujemy bohaterów w różnych konfiguracjach, czy jak to woli alternatywnych żywotach. Zabieg dość ciekawy, lecz szczerze powiedziawszy mało zrozumiały. Nie pojęłam wizji twórców czemu miał służyć takie przeplatanie i w jaki sposób wytłumaczyć sobie ich zamysł. Trudno było mi połapać się w poszczególnych historiach, a jednocześnie nie wyłapałam przesłania. Bo gdy nawet końcówka, zdecydowanie prześmiewcza, która nieco rozjaśnia i pokazuje gdzie podążały myśli reżyserów, to cały film okazuje się zwyczajną papką, próbującą bazować na dość niskich pobudkach. Scen, jakkolwiek humorystycznych, brakuje zupełnie – nawet dowcipu kloacznego brak. Mamy natomiast historię mężczyzn zbliżających się do czterdziestki, którzy w każdym swoim życiu zdradzają żony czy partnerki i według ich mniemania mają do tego święte prawo. Owszem, Francja to chyba jeden z nielicznych krajów, gdzie niewierność małżeńska jest postrzegana dość normalnie, ale nawet przyjmując ten punkt widzenia, film dla widza nie znaczy nic. Po obejrzeniu równie szybko ucieka, jak włączenie przycisku start na odtwarzaczu DVD.

Jednym z nielicznych atutów filmu (reżyseria i scenariusz przegrywają niemal w każdej sekundzie seansu) są zdjęcia. Świetne uchwycenie mrocznej duszy człowieka i jego niskich pobudek poprzez ciemne, zatłoczone pomieszczenia. Sceny rozgrywają się głównie nocą, gdy do życia budzi się prawdziwa natura człowieka. Zdjęcia odzwierciedlają więcej niż sama fabuła i to one sprawiły, że dotrwałam do końca filmu. Podobnie zresztą jak aktorstwo – a szczególnie dwóch głównych bohaterów: Jean Dujardin oraz Gilles Lellouche. Swe postaci kreują wyśmienicie i niezwykle wiarygodnie. Przyznam się, że na tyle dobrze wcielali się w kolejnych bohaterów, że miałam problem z ich powiązaniem (a to rzadko mi się zdarza). Tak więc gratulacje dla Panów, którzy pociągnęli film za twórców.

Film oceniam bardzo słabo. Wszystkich, którzy oczekują komedii, przestrzegam – humoru tam niewiele. A mądrości życiowej jeszcze mniej.

TytułNiewierni
Rok premiery: 2012
Gatunek: komedia (według mnie obyczajowy)
Moja ocena: 3,5/10

[mc4wp_form id="3412"]