6 powodów, dla których warto oglądać „Żonę idealną”

  21 grudnia, 2012

Nie. Dziś nie będzie o końcu świata, bo wystarczy, że media o tym huczą nie tylko dzisiaj, ale i od kilku miesięcy. Dziś za to będzie o serialu idealnym (no prawie), który z każdym sezonem staje się lepszy i nie zauważyłam, by łapał spadek formy. Od pierwszego sezonu po czwarty trzyma w napięciu, a co gorsza nie pozwala oderwać się od ekranu. O czym mowa? Oczywiście o „Żonie idealnej” (ang. „The Good Wife”)


9

Kolejny serial, który rozpoczęłam oglądać w tym roku okazał się strzałem w dziesiątkę. Pierwsze odcinki okazały się niezłe, podobnie jak cały pierwszy sezon. Od drugiego mamy prawdziwą jazdę bez trzymanki. By jednak nie zachwycać się niemal każdym elementem serialu, oto krótka lista rzeczy, dla których warto obejrzeć serial:

1. Równowaga – w końcu serial, w którym twórcy znaleźli złoty środek pomiędzy życiem osobistym bohaterów, a toczącymi się sprawami. Jedno ani drugie nie przytłacza. Żargon prawniczy ani zawiłości sprawy wraz z śledztwem i przygotowaniem nie nużą, a rozterki, problemy i sprawy osobiste nie przemieniają serialu w tandetne love story.

2. Bardzo dobra obsada aktorska – szczególnie zachwycają dwie główne aktorki, które wcieliły się w postać Alici(?) Florrick oraz Kalindy Sharma. Pierwszą z nich zagrała Julianna Margulies – kapitalnie wczuła się w kobietę, która próbuje ułożyć swoje życie na nowo, wracając do zawodu po 13 latach przerwy. Z kolei Archie Panjabi (Kalinda) świetnie uzupełnia partnerkę na planie. Nie dość, że świetnie wygląda i przykuwa wzrok to i zabiera niemal każdą scenę dla siebie, w której się pojawia. Zagrała kobietę tajemniczą, z przeszłością, naładowaną erotyzmem do wszelkich możliwych granic. Pomiędzy Paniami iskrzy i to mocno (choć akurat nie w kontekście seksualnym), dzięki czemu jako duet są rewelacyjne. I zapomniałabym – genialna Christine Baranski jako Diane Lockhart. Jej śmiech zawsze mi się udziela. W serialu wypada naprawdę przekonująco. Lecz nie tylko Panie, ale i Panowie spisują się bardzo dobrze. Peter Florrick, czyli Chris Noth, to skruszony mężczyzna, który próbuje odzyskać pozycję w życiu zawodowym oraz prywatnym. Aktor gra pełną gębą, tworząc świetny duet z Julianną. Alan Cumming, serialowy Eli Gold, świetnie prowadzi swoją postać, czyniąc ją żywą, barwną i przede wszystkim bardzo charakterystyczną. Matt Czuchry to w serialu Cary Agos, początkowo rywal Alici. Moje serce zdobył od początku. Oczywiście nie za sprawą wyglądu, a za stworzenie zadziornej postaci, która na naszych oczach dojrzewa. Niestety, jednym z aktorów, który sprawił mi zawód to Josh Charles, czyli Will Gardner, współwłaściciel kancelarii. Przez pierwszy sezon spisywał się nieźle, ale wciąż ta sama, ubolewająca mina, doprowadzała mnie do irytacji. Gościnnie pojawia się Micheal J. Fox, szerzej znany jako Marty McFly z „Powrotu do przyszłości”. Jestem pod wielkim wrażeniem jego występów, gdyż mimo zmagania się z chorobą, trzyma formę i jednocześnie scenarzyści umiejętnie to wykorzystują. A on sam, wbrew pozorom, tryska energią i świeżością.

3. Emocje – choć nie każdy odcinek dostarcza równie dużo adrenaliny, wiele z nich jest prowadzonych jak rasowy film (w końcu producentami filmu jest nie kto inny jak Ridley i Tony Scott). Akcja trzyma nierzadko w napięciu, a wręcz z niecierpliwością czeka się na scenę kulminacyjną. Byłam w szoku, gdy dostrzegłam, że z chorą fascynacją obserwują rozprawy na sali sądowej. Scenarzyści trzymają formę, świetnie rozpisują sceny i role, a każdy odcinek niesie wiele emocji, zarówno z powodu tła obyczajowego jak i samych zawirowań prawnych.

4. Dylematy moralne – bardzo często w „Żonie idealnej” pojawiają się różnego rodzaju rozterki i dylematy moralne. Pomimo to scenarzyści uniknęli dydaktyzmu i moralizatorstwa, uniknęli również typowego podziału co jest dobre, a co złe. Czy należy bronić mordercę, gwałciciela a może lepiej skupiać się tylko na niewinnych (ee… wtedy byłoby za nudno)? Czy należy za wszelką cenę dbać o swój interes? Pojawiają również problemy znane z życia jak choćby udostępnianie danych osobowych krajom, którym niekoniecznie zależy na dobru obywateli – i nie chodzi tu bynajmniej o Stany Zjednoczone (o co dokładnie chodzi musicie obejrzeć – w każdym razie rozciągnięte jest to na kilka odcinków i sezonów). Twórcy podają nam to w formie rozpraw i walk pomiędzy adwokatami, a nam, widzom, pozostawiają kolejną zagwozdkę.

5. Polityka – jeden z najciekawszych elementów serialu, który mnie osobiście mocno angażował. Widzimy walkę o fotel prokuratora od podszewki/od kuchni. Widzimy brudne gierki, zakłamanie, ale i trochę pozytywnych aspektów. Choć jest to tylko tło, to jednak tło wyraziste, które nierzadko przykuwa uwagę mocniej niż tocząca się sprawa.

6. Przegrane sprawy – nie zawsze Alicia Florick wygrywa. Nie zawsze jej kancelaria okazuje się górą. Bardzo często brakuje tego innym serialom, które zawsze doprowadzają sprawę do końca. Tu tego nie ma. Główni bohaterowie raz są na górze, raz na dole. Jak sinusoida. Jak życie.

I tak wyszły ochy i achy. Ale nie potrafiłam się powstrzymać.

Opis serialu znajdziecie, o tutaj

[mc4wp_form id="3412"]


%d bloggers like this: